Średnio co sekundę do kosza trafia ponad 150 kg żywności. Przyzwyczajeni do rzeczywistości, w której stać nas na wszystko, zapominamy o fakcie, że wartość to nie tylko cena. Produkcja żywność to także spory koszt dla środowiska naturalnego – ten sektor jest odpowiedzialny za 26% globalnej emisji gazów cieplarnianych. Wyrzucając dany produkt, nie tylko sprawiamy, że wytworzony ślad węglowy był niepotrzebny, ale także marnujemy wykorzystane zasoby wody, ziemi, energii etc. 

O tym jak żyć bardziej za mniej i czym jest freeganizm, opowiedzieli nam Konrad i Klaudyna, którzy od dłuższego czasu starają się żyć tak, aby pozostawiać po sobie jak najwięcej dobrych śladów. 

Początki i stereotypy

Konrad: O freeganizmie dowiedziałem się od znajomych, którzy poza skipowaniem (poszukiwaniem jedzenia przeznaczonego na śmietnik, ale zdatnego do spożycia) też ograniczali koszty przez zajmowanie pustostanów. Byli to ludzie, którzy chcieli jak najbardziej ograniczyć konsumpcję i szukać sposobów na życie niskim kosztem, ponieważ zdawali sobie sprawę, że miasto nie daje w pełni równych szans i w pełni równych możliwości na rozwój wszystkim, dlatego korzystali z luk. 

CFF: Jest taki stereotyp, że freeganizm ogranicza się do grzebania w śmietnikach i to wydaje mi się być dużym problemem, który ogranicza zrozumienie całej idei. Jak Wy to odczuwacie? Spotkaliście się z takim odbiorem?

Klaudyna: Ja się spotkałam. Moi bliscy znajomi tak zareagowali, kiedy powiedziałam, że idę na skipa. Byli bardzo zdziwieni moją postawą. Próbowałam ich uczulić na ten „klimat” i wytłumaczyć, dlaczego tak postępuję, ale było trudno i raczej się nie udało. 

CFF: Wydaje mi się, że ludzie często utożsamiają freeganizm z byciem na skraju biedy, kiedy nie masz innej możliwości i jest to, w pewien sposób, poniżające dla człowieka.

Klaudyna: Miałam takie sytuacje. Moje pierwsze skipy były po warzywniakach albo placach i targach. Czasem po prostu podchodziłam do sprzedawców i pytałam czy nie mają czegoś, co będą wyrzucać i wtedy raczej brali mnie za „biedaczkę” niż za skipersa. Z mojej strony poczułam się trochę dziwnie. 

Jak skipować, żeby się najeść

Konrad: Traktujemy to raczej jako dodatek. Wiemy, że jest taka możliwość. Dobra jest świadomość tego, że kiedy człowiek znajdzie się w sytuacji, w której zupełnie nie ma pieniędzy to nie będzie głodował. 

CFF: Gdzie są najlepsze skipy?

Konrad: Ogólnie to im sklep ma szerszy i droższy asortyment, tym większa jest szansa, że coś się przeterminuje. Data ważności to właściwie tylko cyfra – coś, co przeterminowało się na papierku może być nadal dobre. 

Problem polega na tym, że pracownicy zwykle nie mogą tego uratować. Polityka firm w Polsce jest taka, że wyrzucana żywność dalej jest własnością sklepu, przez co inni (teoretycznie) też nie mogą tego zabrać. Takim sposobem produkt znajduje się w próżni. W innych krajach wygląda to inaczej. 

Blisko mamy sklep, w którym często luzem leżą warzywa w koszu przeznaczonym do wyrzucenia. Kiedyś zapytaliśmy czy można to zabrać, ale od razu odpowiedzieli, że nie. Być może oddają te warzywa swoim dostawcom, którzy robią z nich kompost, ale to byłoby zbyt piękne. Jednak nadal nie rozumiem argumentu „nie, bo nie”. 

Nadal w Krakowie jest sporo supermarketów, w których wyrzuca się wiele, np. Auchan, Alma, Piotr i Paweł. To naprawdę gigantyczne kontenery, gdzie jedzenie marnuje się masowo. Duży sklep oznacza bogaty asortyment, z czego część się nie sprzedaje, psuje i ląduje na śmietniku. 

Pod względem „łupów” to naprawdę dobre sklepy. Można znaleźć takie rzeczy, na które normalnie nie byłoby mnie stać np. musztarda z szampanem, egzotyczne owoce, kraftowe piwa. Chociaż zazwyczaj nie można sobie tak wybierać, bo jest np. trzydzieści paczek chipsów albo czterdzieści opakowań Monte. Jeżeli ma się takie ilości do dyspozycji to trzeba się jednak powstrzymywać. 

CFF: To jest w pewien sposób niesamowite, bo wydaje nam się, że bez pieniędzy sobie nie poradzimy i jesteśmy zupełnie od nich zależni, a Wy zupełnie temu zaprzeczacie. Czy nie boicie się tego, że za niedługo freeganizm będzie tak popularny, że jednak będziecie zmuszeni do kupowania w sklepach częściej?

Konrad: Wcale nie jest tak kolorowo. Często jest ciemno, zimno i nie chce się jechać na skipa. Też inaczej trzeba zorganizować sobie czas. Freeganizm to loteria. Jutrzejsze danie zależy od tego, co znajdziesz na skipie. W tym stylu życia trzeba wyzbyć się zachcianek. 

Klaudyna: A przede wszystkim to nadal grzebanie w śmietniku – czasami śmierdzi, czasami są robale, czasem trzeba wejść do tego kontenera, żeby coś znaleźć. 

Freegańska etykieta

Klaudyna: Jedzeniem z łupów można się dzielić. Przy nadwyżce wielu z moich znajomych po prostu część oddaje lub wymienia.

CFF: Macie jakąś platformę albo społeczność do komunikacji między sobą? 

Klaudyna: Jest bardzo dużo grup na przykład na Facebooku, gdzie ludzie albo umawiają się razem na skipa, albo właśnie wymieniają. 

CFF: Wiadomo, że im więcej weźmiecie, tym większe prawdopodobieństwo, że coś z tego jednak wyrzucicie. Śledząc influencerki, które pokazują swój freegański styl życia, często zauważam, że ich skipy są ogromne. Wtedy zastanawiam się – po co brać aż tyle? 

Konrad: Są niepisane zasady freeganizmu, które staramy się przekazywać „nowym” ludziom. Po pierwsze – zostawiać po sobie porządek, aby nikt nie zamknął miejsca. Po drugie – nie brać nadmiaru jedzenia, aby zostawić coś dla innych. Skipowanie jest jednak popularne w naszym kraju. 

W Krakowie pojawili się tacy ludzie, którzy na skipy przyjeżdżali dużym autem w kilka miejsc i zabierali wszystko, przez co dystrybucja tego jedzenia została scentralizowana, a inni, którzy mieli swoje stałe miejsca na zbieranie, stracili możliwość skipowania. 

Czy freeganizm to przestępstwo?

Klaudyna: Na skipa najlepiej wybrać się po zamknięciu, bo często problemem jest obsługa sklepu. Czasem otwierają dla nas śmietniki i pozwalają do nich zajrzeć, ale niektórzy nas wyganiają.

Konrad: Więcej kontenerów jest otwarta i duża część obsługi jest przyjaźnie nastawiona. Najgorzej, kiedy są ochroniarze – oni wykonują swoją pracę i mogą być pociągnięci do odpowiedzialności, jeżeli kogoś wpuszczą. Czasami zdarza się przeskakiwać, ale to raczej nie jest włamanie, bo nic nie niszczymy, nie rozcinamy łańcuchów ani kłódek. 

CFF: A zdarzały Wam się sytuacje, w których musieliście uciekać, bo ktoś, przykładowo, zadzwonił po policję?

Konrad: Raczej nie. Zazwyczaj kiedy ktoś obcy przychodzi w trakcie skipa, nie odwracam się i uciekam, tylko mówię grzecznie “dzień dobry”. Ale mojemu znajomemu przytrafiła się taka sytuacja. Raz ochroniarz chciał go zagazować za grzebanie w śmieciach. Albo znajomi opowiadali, że na wezwanie ochroniarza przyjechała po nich policja i za karę wywieźli ich poza miasto. Ale to jedyne nieprzyjemne sytuacje, o których słyszałem. 

Co z mięsem?

Konrad: Trzymamy się swojej diety, jeżeli chodzi o spożycie mięsa, ale znam osoby, które zwykle nie jedzą ryb, a  uratują np. sushi, bo uważają, że skoro sami nie kupują to też nie napędzają tego rynku. 

My unikamy. Raczej bałbym się brać mięso ze skipa – tam faktycznie mogą rozwijać się jakieś bakterie. Inaczej z awokado. W sklepie staram się go nie kupować, bo wiem, że jego produkcja napędza sferę biznesową, w której prawa człowieka nie są respektowane, ale na skipie to zupełnie co innego. Zwłaszcza, że w śmietniku zawsze jest dojrzałe. 

Myśl lokalnie, działaj globalnie 

CFF: Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że mamy wszystko. Nie musimy mieć fortuny, aby kupić sobie awokado, które przyjeżdża do nas z drugiego końca świata. W XXI wieku możemy zaspokoić swoje zachcianki bardzo niskim kosztem. W jakim stopniu, według Was, nasz konsumpcjonizm wpływa na poziom życia innych i środowisko? 

Konrad: Kiedyś ludzie kupowali zdecydowanie rzadziej. Teraz możemy kupować dużo tanich rzeczy, dla nas drobnych, które na dużą skalę mają jednak znaczenie. My staramy się trzymać zasady „myśl lokalnie, działaj globalnie”. Przede wszystkim powinniśmy wspierać swoje małe społeczności, dbać o to, aby działać w swoim mieście albo podążać za ideą „zrób to sam”. 

W moim wypadku to się tyczy jedzenia. To w sklepach jest bardzo mocno przetworzone. Z warzyw ze śmietnika można przygotować coś smaczniejszego, zdrowszego. Wystarczy poświęcić na to trochę czasu. 

Klaudyna: À propos tego, co powiedziałaś o zachciankach – zamiast owoców egzotycznych, powinniśmy pamiętać o produktach sezonowych od lokalnych dostawców. Jeżeli mam do wyboru supermarket albo targ to wolę iść na targ i nie wspierać wielkiego biznesu, który ciągnie nas w dół w kwestii marnowanego jedzenia. 

Konrad: Patrząc szerzej, dotyczy to też ubrań. Zamiast zakupów w sieciówkach można przejść się do lumpeksu albo przerobić coś starego. Ostatnio Klaudia zrobiła nerkę ze starych spódnic. 

Klaudyna: Od jakiegoś czasu staram się szyć upcyklingowo, czyli znajduję materiały w second-handach i tworzę z nich coś nowego. 

CFF: Poza jedzeniem i ubraniami – da się chodzić na skipy po coś zupełnie innego? 

Klaudyna: Jasne! Krzesło, na którym siedzisz też jest ze skipa. Można znaleźć wszystko – meble, jedzenie, ubrania, kosmetyki. Freeganizm dobrze działa też za granicą. Moja koleżanka opowiadała, że nigdzie się tak dobrze nie żywiła jak w Danii. Ze skipów wynosili ogromne ryby albo robili pizzę z karczochami i kawiorem. W ogóle nie musiała kupować sobie jedzenia. 

Konrad: Jednak wydaje mi się, że skipowaniem nie zbawi się świata. Są zdecydowanie lepsze, bezpośrednie akcje np. protesty przeciwko wycince drzew, które faktycznie nagłaśniają problem. W sumie każdy powinien działać zgodnie ze swoimi możliwości. To, co robimy może jest nikłe na skalę globalną, ale ma wpływ na to, jak żyjemy lokalnie. Warto dokładać małe cegiełki. 

CFF: Przede wszystkim liczy się fakt, że robiąc coś, jednocześnie o tym mówimy, a właśnie to stanowi siłę jednostkowego działania. Powinniśmy uderzać w każdą rzecz, którą możemy zmienić. Skipując uświadamiacie ludzi, że mamy problem z marnowaniem żywności i konsumpcją, a ograniczenie tego to podstawowa rzecz, którą musimy zrobić, jeżeli chcemy zatrzymać zmiany klimatu.