Powyższy opis brzmi znajomo, prawda? Codziennie obserwujemy zmiany klimatu, które zachodzą tu i teraz. Pojawiają się ekstremalne zjawiska pogodowe, powodzie, pożary. Zmiany dotyczą całego świata jaki znamy. Od Biebrzańskiego Parku Narodowego po lasy w Kalifornii (USA). Mianownik tragedii środowiskowych jakie mają miejsce jest zawsze jeden – brak wody. I tu dochodzimy do najczęstszego stwierdzenia jakie towarzyszy nam w życiu codziennym i przestrzeni medialnej – brak wody. Co to znaczy „brak wody”? Czy naprawdę możemy z niepohamowaną łatwością przypisywać światu brak wody, skoro ilość wody nie zmieniła się od czasu powstania naszej planety? Od około 4,6 miliarda lat, bo wtedy powstała Ziemia z mgławicy słonecznej, mamy pierwiastki chemiczne, które warunkowały późniejszy skład wody. Wystygnięcie powierzchni litosfery poniżej temperatury wrzenia wody umożliwiło powstanie pierwszych zbiorników wodnych przed około 4 miliardami lat. Zbiorniki te rozwinęły się w późnym archaiku, a objętość Wszechoceanu ustaliła się na poziomie zbliżonym do dzisiejszego. Ta woda, którą teraz wykorzystujemy może być dokładnie tą sama kroplą wody, która w swej długiej drodze od ery mezozoicznej, w okresie jury była wypita przez dinozaury około 150 milionów lat temu.

Ostatnie lata przynoszą kolejne klęski związane z wodą – latem susze i pożary lasów, wiosną torfowisk, a zimą powodzie. „Brak wody” w potocznym wydźwięku oznacza bowiem fakt, że wody nie ma tam, gdzie byśmy tego sobie życzyli w takiej ilości jakiej oczekujemy. Dostatek taniej, dobrej i łatwej w dostępie wody powoli się kończy. A zatem to całkowicie zmienia postrzeganie procesu zaniku wody, o którym z taką łatwością rozmawiamy na co dzień. Żeby zrozumieć niedobory wody, musimy prześledzić cykl krążenia wody w przyrodzie.

Klasyczny obieg wody w przyrodzie jest nam znany przynajmniej od szkoły podstawowej. Woda paruje, następnie ulega kondensacji, a później spada na powierzchnię w postaci opadu atmosferycznego, najczęściej w formie deszczu. Dalej albo spływa po powierzchni do większego zbiornika wody powierzchniowej, albo infiltruje, czyli przesiąka w głąb utworów skalnych i dociera do strefy, gdzie wszystkie pustki skalne (przestrzenie porowe) są wypełnione wodą. Zawodnione warstwy skał przepuszczalnych tworzą warstwy wodonośne. Stąd woda przemieszcza się pod wpływem różnicy ciśnień hydraulicznych do terenów dolinnych. Tam przenikają do koryt rzecznych i mis jeziornych lub wypływają w postaci źródeł a także zasilają siedliska łąkowe i bagienne. Takie obszary nazywamy strefami drenażu. Z tych stref woda ponownie paruje. Cykl się zamyka. Ten cykl w klasycznym rozumieniu nie jest niczym zaburzony, obejmuje wyłącznie strefy naturalne i nie zmienia się od czasu jego pierwszej prezentacji dla szerszego grona odbiorców. Nasza planeta jednak ewoluuje i zabudowuje się w sposób znaczny. Powstają miasta i strefy przemysłowe. To wszystko zmienia pojęcie obiegu wody.

Prześledźmy zatem cykl obiegu wody w strefie zurbanizowanej. Początek jest ten sam. Woda paruje, ulega kondensacji i poprzez transport chmury są przeniesione ponad strefę zurbanizowaną. Taka strefa cechuje się silną izolacją powierzchni terenu, to znaczy, że znaczna powierzchnia jest pokryta dachami, ulicami wykonanymi z nieprzepuszczalnego asfaltu, chodnikami i placami. Jest szczelna i zabetonowana. To sprawia, że podczas opadu atmosferycznego zdecydowana jego część albo wyłapywana jest bezpośrednio do sieci kanalizacyjnej albo ulega spływowi powierzchniowemu.